Menu Content/Inhalt
Na początek! arrow Z ostatniej chwili...
Advertisement
Advertisement
Z ostatniej chwili...
Kocie mrożonki :(

Nie wiem co napisać. Przymarzły do brudnej szmaty. Trzy piękne puchate domowe koty, jeden pingwinek. Piąty wpadł pod samochód i już go nie ma:(
Coś poszło nie tak - "człowieku"? Likwidacja pseudohodowli? Sąsiedzka zemsta?
Drodzy kociarze, może ktoś coś wie? Jesteście lepsi niż szpiedzy radzieccy w czasach zimnej wojny ;) może ktoś je kojarzy?
Znalezione na końcu ul. Magazynowej. Piszcie pw
Koty obecnie się odmrażają. Pełne kłaków, odmrożeń i ogólnie biedne.
Potrzebują wielu ciepłych myśli. I trochę pieniążków na pokrycie kosztów ich odratowania i przechowania w lecznicy.
Nr konta: 87 1540 1216 2054 4458 2306 0001
Z dopiskiem "darowizna dla zamrożonych kotów"

 

 
Mamy dobrą zmianę ;)


Pani Emilia napisała:
"Chciałabym w imieniu Czesi podziękować Wam za udzieloną pomoc. W sierpniu 2015 roku ta oto kruszynka została nam podrzucona z kocim katarem, wysoką gorączką i biegunką. Dzięki otrzymanej od Was pomocy dziś Czesia jest szczęśliwą, pełną życia Panią Domu. W lecznicy Boliłapka dzięki pomocy Fundacji otrzymała leczenie a w naszym domu otrzymała szczęśliwe kocie życie :)
Gdyby nie Wy Czesi by dziś z nami nie było!"
Dziękujemy za miłe słowa :)

I oczywiście dziękujemy miłym darczyńcom i 1% "dawcom" za wszelką pomoc. Kocie cuda żyją dzięki wam :)



 
Kotki dziękują KAKADU w Galerii Alfa :)

Kotki serdecznie dziękują Klientom, Pracownikom i Kierownictwu sklepu KAKADU w Galerii Alfa za przekazaną karmę :)


 
Kotki dziękują KAKADU C.H. Hetmańska

 

 Kotki serdecznie dziękują Kierownictwu i Pracownikom sklepu KAKADU w AUCHAN HETMAŃSKA za przekazaną karmę.
Mrauuuu :)

 

 
Postanowienie na Nowy Rok
Nie nie, nie musicie chudnąć. Ani nawet więcej się ruszać (choć nie zaszkodzi - w końcu wysportowany opiekun sprawniej łapie strącony przez kota wazon ;)
Jest coś o wiele prostszego co można zrobić dla dobra kociego i spokoju sumienia swojego.
A mianowicie - zaszczepić kota. Już słyszę - ale po co? Przecież nie wychodzi? Szkoda pieniędzy...
Warto i trzeba. I nie jest to artykuł sponsorowany przez firmy farmaceutyczne. I nie odrzucamy badań na temat kociego ADHD - ono akurat nie jest powodowane przez szczepienia ;)

W minionym roku mieliśmy armagedon. Prawdziwą pandemię kociego tyfusu (in. panleukopenia). To paskudny wirus - potrafi zabić kociaka w ciągu kilku godzin. Przez kilka dni przed wystąpieniem objawów kotek może już zarazić inne. (Często zdarza się, że trafia do nas kotek całkiem dziarski i pozornie zdrowy. Niestety - "psuje się" po 8-10 dniach.  Po wystąpieniu objawów nadzieje na uratowanie są niewielkie. Szanse mają pozostałe jeśli na czas uda się im podac surowicę (niestety, niedostępną w Polsce). 
Zapobiec tragedii można własnie szczepiąc swojego kota, nawet najtańszą i najprostszą szcepionką. Wirus jest bardzo podstępny. W pomieszczeniach może przetrwać ponad rok, nie nieszczą go wysokie i niskie temperatury (osoby które miały kotka chorego na panleukopenię nie mogą wziać kolejnego, nieszczepionego malucha - nieświadomie skazują go na śmierć). Wirus można przynieść na butach. Na ubraniu. Zarazić w lecznicy. Zapobiec tragedii może szczepienie.
Tak więc dobre postanowienie na Nowy Rok - zaszczepię swojego kota :)

Zmieniony ( 30.12.2016. )
 
Koci Mikołaje z SP 14
Serdecznie dziękujemy młodzieży i przemiłej p. Iwonie z SP 14 za jedzonko i pieniązki zebrane w szkole.

Kotki myślą o Was (już prawie) świątecznie :)


Fot miska.pl

Zmieniony ( 16.12.2016. )
 
Opowieść wigilijna

Tak bardzo czekałam na święta w tamtym roku. Byłam mała, a chyba wszystkie dzieci czekają na święta. Mama mi mówiła, że ludzie są wówczas lepsi. Że na pewo się ktoś zlituje i mnie weźmie.
Nie chciałam żadnych prezentów – tylko żeby mnie ktoś kochał. Żeby już nigdy nie czuć głodu, nie marznąć na podwórku, nie  siedzieć w lecznicowej klatce. 
I przyszli. Pokochałam ich od razu. Miła pani, dwie dziewczynki. Miałam być dla nich idealnym prezentem. Tak bardzo chciałam, żeby mnie zabrały, że prawie przecisnęłam się przez kratki. Udało się. Pojechałam do domu. Trochę tęskniłam do braci i sióstr, ale byli dla mnie tacy dobrzy.  Była choinka, światełka, zapachy, prezenty, ja z kokardką. 
Potem było trochę gorzej. Dziewczynki wróciły do szkoły. Nie miały dla mnie czasu. Kiedy chciałam się bawić, pani mówiła że: „jestem męcząca”, że mogłabym pospać. A ja przecież jeszcze byłam dzieckiem. Nie da się zrobić tak, żeby spać cały czas. Naprawdę się starałam – chodziłam, zaglądałam w oczy. A potem. No cóż. Zaczęły się ferie. Wyjechali. Sami.
Myślałam, że nie może być gorzej. Tak bardzo tęskniłam. Ale zawsze może być gorzej. Pani która miała się mną opiekować powiedziała, że „lepiej mi będzie na wsi, co się będę męczyć w mieszkaniu” A jak się przecież nie męczyłam wcale. Tu był mój dom i moi duzi. A ona zabrała mnie i wypuściła w jakimś gospodarstwie. Myślałam, że pęknie mi serce. Było zimno, strasznie. Nikt tam nie karmił kotów a ja przecież nie umiałam „sobie poradzić” Cały czas miałam nadzieję, że po mnie przyjadą. Przecież moje dziewczynki nie pozwolą żebym tak po prostu zniknęła. Biegłam na małych łapkach do bramy kiedy tylko słyszałam samochód. Ale nie przyjechały.
Dopiero kiedy trafiłam do lecznicowej klatki wyleczyłam się ze złudzeń.
Obok siedział Buniek.
Rok temu, o tej samej porze był rozkoszną małą kuleczką przewiązaną kokardką. Wydawało mu się, że jest w raju. Ciepły dom, uśmiechy ludzi odwiedzających właścicieli. Miał wszystko.
Niestety kilka miesięcy później nie był już taki maleńki. Nikt nie pomyślał, że potrzebuje opieki, zainteresowania, szczepień. Był przecież taki malutki i rozkoszny.  Za to zamykano go w łazience, żeby „nie przeszkadzał” Myślał, że z tęsknoty pęknie mu serce. Nikt go już nie przytulał, nikt nie mówił słodkich słówek. A potem wylądował w klatce.
Z drugiej strony siedział Smolik. Piękny, smolisto czarny i taki smutny. Miał być lekarstwem na bolące korzonki. Prezentem dla samotnej starszej Pani. Nikt nie pomyślał jednak, że nie jest poduszką elektryczną, że umie się przemieszczać, wskoczyć na meble, że potrzebuje kuwety i jedzenia. Starsza Pani może go i na swój sposób lubiła ale co mogła zrobić skoro sama nawet nie mogła wychodzić z mieszkania? Kiedy umarła kot podobnie jak większość jej rzeczy trafił na wysypisko.
W lecznicy mieszkały też inne koty, potraktowane przez ludzi jak zabawki czy szaliki. Dla ich opiekunów wyrzucenie niechcianych skarpetek było równie łatwe, jak wyrzucenie kota z samochodu. Marzenie o słodkim kotku pod choinką rozwiało się w poświątecznej codzienności.
Bo kot i owszem. Jest słodki. Ale może też biegać i rozrabiać. Potrzebuje opieki, uwagi, czułości, czasu. Kuwety, jedzenia, czasem choruje. Nie może być zakupowym impulsem, to najgłupsza niespodzianka jaką można wymyślić.
Dzieciom zaś, co najwyżej, można kupić pluszowego kotka, który nie będzie cierpiał, gdy się znudzi i zostanie ciśnięty w kąt.


To mówiłam ja, Mruczka. Jeśli jesteś inny i marzysz o dobrym kocie to czekam na Ciebie. Tylko proszę, Człowieku, nie zawiedź mnie.
Tel. 506 137 081, Jagoda


 

 
««  start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast.  » koniec »»